Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 września 2019

Znikająca ziemia, Julia Phillips


"Znikająca ziemia" to nie jest klasyczny kryminał. Zaczyna się od zniknięcia sióstr, ośmio i jedenastoletniej. Historia zaginięcia dziewczynek będzie przewijać się stale, choć kolejne rozdziały to w rzeczywistości opowiadania o kilkunastu kobietach, mieszkających na Kamczatce. Dopiero w zakończeniu niemal wszyscy bohaterowie znajdą się w tym samym czasie w jednym miejscu i zagadka zostanie rozwiązana. 



Każdy kolejny rozdział to kolejny miesiąc po zaginięciu Sofii i Alony i nowa historia o życiu mieszkańców Kamczatki. Bohaterowie, bo są i mężczyźni, różnią się wiekiem, wykształceniem, pochodzeniem, ale oprócz miejsca zamieszkania łączy ich też ból i poczucie straty. W patriarchalnej Rosji kobiety się jednak nie liczą, zwłaszcza na dalekiej azjatyckiej prowincji, więc otoczenie każdy przejaw "inności" szybko potępia, a ludzi sprowadza na ziemię. Phillips opisuje gorycz i rozczarowanie swoich bohaterek, bezsilny gniew, który zawsze kończy się tak samo: powrotem do starych reguł.


Autorka jest dobrą obserwatorką. Nie stawia diagnoz, unika klisz, schematów i powielanych tysiące razy banałów o "rosyjskiej duszy". Jej kobiety są żywe, cierpią i obserwują rozpad starego świata, którego upadek jest nieuchronny, a który broni się jeszcze zębami i pazurami, raniąc wszystkich dookoła. Do głosu dochodzą więc lęki, napięcia pomiędzy poszczególnymi grupami etnicznymi, atawizmy i gwałtowne emocje. Portrety bohaterek są tak odmienne, tak niezwykłe i psychologicznie głębokie, że czytelnik nie może pozostać na nie obojętny.


Znikająca ziemia to ciekawy symbol. Prowincji tak odległej, że praktycznie nikt o niej nie wie, zagłady całych nacji, albo przynajmniej ich pierwotnego stylu życia (choćby Czukczów i Ewenków), ruiny marzeń, braku ładu i utraty poczucia bezpieczeństwa. To wszystko i doskonałe portrety psychologiczne bohaterów czynią ze "Znikającej ziemi" nie tyle powieść o Kamczatce, co opowieść uniwersalną. 



Autor: Julia Phillips
Tytuł: Znikająca ziemia
Tłumaczenie: Jolanta Kozak
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 4 września 2019

piątek, 6 września 2019

Vox, Christina Dalcher


Po "Opowieści podręcznej" kolejna dystopia z nurtu feministycznego nie powinna szokować, ale "Vox" Christiny Dalcher szokuje. Dalcher posuwa się krok dalej niż Atwood, nie dość że kobiety straciły pracę, własne pieniądze, prawa wyborcze, to także odebrano im głos. 



I to dosłownie. Dzienny limit to 100 słów, a po jego przekroczeniu kobietom aplikuje się bolesne rażenie prądem z obowiązkowo noszonej "bransoletki". 100 słów. Wystarcza ledwie żeby córeczce powiedzieć "kocham", a synom "odróbcie zadania". Później pozostaje już słuchać i oceniać spustoszenie, jakie w umysłach jej synów sieje nowa rzeczywistość. Pozostaje obserwować regres córki, którą też poddano przymusowej tresurze. Jean McClellan doskonale wie jakie będą skutki, jest z zawodu (podobnie jak autorka książki) neurolingwistką. Jej obserwacje zachodzących zmian są druzgoczące, a codzienne życie staje się torturą. Główna bohaterka jest jednak potrzebna nowemu rządowi i tu zaczyna się sensacyjna intryga. Ta część książki jest oczywiście całkowicie niewiarygodna, ale przecież nie taki był jej zamysł.

"Vox" to przede wszystkim powieść o sile słowa, które buduje człowieczeństwo i tak naprawdę konstytuuje nas w świecie własnym i innych ludzi. Bez słów człowiek nie istnieje, staje się przezroczysty dla innych i znaczy mniej niż odkurzacz czy lodówka. Dalcher nie mówi o tym wprost, ale odmalowuje sytuację, kiedy człowiek tracąc głos, traci znaczenie nawet dla najbliższych.

Nic nie jest nam dane raz na zawsze. Każde prawo może zostać odebrane, każdy przywilej cofnięty, jeśli tylko poczujemy się zbyt bezpiecznie i będziemy bezczynnie czekać i wierzyć, że świat nie może się cofać w rozwoju, że możliwy jest tylko postęp, nie regres. Bierność może prostą drogą doprowadzić do katastrofy. I mimo że "Vox" opowiada o dyskryminacji kobiet, w rzeczywistości nie jest książką stricte feministyczną. Walka o własne prawa dotyczy w równym stopniu wszystkich. Owszem, Dalcher najwięcej uwagi poświęca z takim trudem wywalczonym prawom kobiet i stale powracającym zakusom, by im te prawa odebrać, ale pojawiają się też wątki dotyczące homoseksualizmu i religijnej wolności jednostki.  

Nie jestem wielbicielką powieści sensacyjnych i historii o mrocznych intrygach i rządowych spiskach, ale mimo to uważam, że książka Dalcher jest bardzo dobra. "Vox" mówi mocnym głosem o prawach jednostki, bierności i jej konsekwencjach. To głos aktywizmu. Mocny i ważny głos.

Autor: Christina Dalcher
Tytuł: Vox
Tłumaczenie: Radosław Madejski
Wydawnictwo: Muza
Data wydania:  27 lutego 2019

czwartek, 22 sierpnia 2019

Nadzieja w mroku, Rebecca Solnit


"Nadzieja w mroku" to nie jest lektura porywająca. Chwilami jest wręcz nudna, kiedy w kolejnym eseju Solnit wraca do używanych wcześniej przykładów, ale to ciągle lektura bardzo ważna. 



Aktywna postawa może być zresztą tak samo powtarzalna jak niektóre przykłady u Solnit. Czy to nie nudne kolejny raz iść na protest w tym samym miejscu? Banalne oszczędzanie wody też jest mało spektakularne, ale kropla drąży skałę, albo jeśli ktoś woli: ziarnko do ziarnka...

Solnit najciekawiej analizuje właśnie postawę małych kroków, która przynosi efekty odroczone w czasie i tak mało spektakularne, że większość ludzi ich nie zauważa, jednak z perspektywy czasu te pozornie drobne czyny i drobne osiągnięcia składają się na wielką całość. Ta zmiana perspektywy ma optymistyczny wydźwięk, bo pokazuje jak wielką moc ma pojedynczy człowiek i jego głos. Głos czasem rozumiany dosłownie, bo w dobie internetu może on brzmieć donośnie, tak jak w przypadku zapatystów. Solnit kładzie nacisk na sprawczość. Obala mit superbohatera, ratującego świat i otoczonego zawsze przez bezradną i bezbronną resztę. Przeprowadzoną przez cywili akcję ewakuacji Dolnego Manhatanu po atakach 11 września porównała wręcz do ewakuacji wojsk alianckich spod Dunkierki. Równie efektywne były działania zwykłych ludzi po huraganie Katrina w 2005. Supermenem może być każdy i to Solnit pokazuje świetnie. Pojedyncze opowieści o zapatystach, którzy wywalczyli autonomię, obrońcach klimatu, antyglobalistach, przeciwnikach zbrojeń układają się w opowieść o nadziei, przeciwstawianej bierności. 

Źródeł bierności doszukuje się autorka nie tylko w mitach o superbohaterach, ale także w narracji o Raju. Ludzie spragnieni są wielkich sukcesów i świata idealnego, ten jednak jak każda utopia jest niemożliwy do osiągnięcia. Wizja ideału osłabia chęć do działania, a krytyka nieidealnego świata, niedoskonałego nawet po pozytywnych zmianach podcina skrzydła, osłabia chęć walki. Zamiast tych niedościgłych ideałów Solnit proponuje strategię drobnych kroków, aktywizm dnia codziennego, bez oczekiwania poklasku i świadomość, którą miał Gandhi: " Najpierw cię lekceważą. Potem z ciebie szydzą. Następnie z tobą walczą. W końcu wygrywasz". Który etap jest teraz? To zależy od sprawy, ale zwycięstwo jest pewne, wbrew tezom zagrożonych rządzących (dosłownie lub ekonomicznie rządzących). Już obecna lista sukcesów i osiągnięć jest długa i ma to kolosalne znaczenie dla świadomości aktywistów. 
"Nadzieja w mroku" rzeczywiście przynosi nadzieję i podnosi na duchu. Świetna do czytania krótkimi fragmentami i wielokrotnych powrotów.

Autor: Rebecca Solnit
Tytuł: Nadzieja w mroku
Tłumaczenie: Anna Dzierzgowska i Sławomir Królak
Wydawnictwo: Karakter
Data wydania: czerwiec 2019

czwartek, 15 sierpnia 2019

Głosuj na pana Robinsona i lepszy świat, Donald Antrim


Powieść Antrima rozpoczyna się od obalenia starego porządku, po którym ma nastąpić nowy ład. Tym aktem założycielskim jest jednak mord, którego z niewyjaśnionych przyczyn dokonano na burmistrzu miasta. Budowanie nowego świata to jednak chaos, któremu odpowiada chaos samego tekstu Antrima. Pierwszoosobowy narrator (tytułowy pan Robinson) niczego nie wyjaśnia, raczej zaciemnia obraz własnym subiektywizmem. 




Lincz i ćwiartowanie ciała burmistrza rozpoczyna serie absurdów zarówno na poziomie rzeczywistości jak i narracji. Rzeczywistość przeradza się we własne zaprzeczenie, a ćwiartowaniu ciała odpowiada szatkowanie tekstu na poziomie języka, narracji i konwencji literackich. Jednak wprowadzenie poetyki surrealizmu, groteski i farsy do niczego w rzeczywistości nie prowadzi. Jedynie potęguje wrażenie chaosu i braku panowania nad literacką materią, ale poza tym nie działa. Pozostaje z tego bigosu, dodajmy, że bigos to wszystko, co szatkowane, ledwie etykietka "eksperymentu", który niestety nie jest udany. Nudzi i właściwie niczego nie wnosi, choć ma wielkie pretensje do objawień o upadku świata. 


I tylko na poziomie obrazu upadku świata można w ogóle mówić o jakimkolwiek, choć płytkim znaczeniu powieści Antrima. Społeczne obserwacje są wprawdzie przerysowane go groteski, ale jednak układają się w karykaturalny portret Ameryki. Nic tu nie jest w porządku, ale ludzie udają, że wszystko jest O.K. Jakie to amerykańskie. Nie mniej niż powszechna militaryzacja (tu ukazana jako tworzenie z domu twierdzy) i nie mniej powszechny upadek nauki (książek używa się jako detonatorów). Wiedzę zastępują dziwaczne, magiczne obrzędy i poszukiwanie nowych wcieleń. Nawiasem, jedynie pan Robinson nie chce im ulec, jako jedyny nie próbuje się "odrodzić", a kiedy już do tego dochodzi jest wyobcowany. Nie ma nic wspólnego z wodą (w przeciwieństwie do reszty społeczności) i jako pluszowy bizon natychmiast zaczyna się topić. Robinson to zresztą odpychająca postać, łączy tandetną czułostkowość z sadystycznym okrucieństwem i patos z wulgarnością, i oczywiście marzy o karierze polityka. To kolejna kpina.


To wszystko jednak za mało, by, jak to jednak zrobiono, ogłosić książkę powieścią kultową. Jest jedynie pretensjonalna i z pretensjami do mądrości. Odrzuca chaos, mieszanina stylistyczna i ogólna tandeta. Antrim? Nie, dziękuję.


Autor: Donald Antrim
Tytuł: Głosuj na pana Robinsona i lepszy świat
Tłumaczenie: Mikołaj Denderski
Wydawnictwo: Karakter
Data wydania: 2019

czwartek, 25 lipca 2019

Przyjaciel, Sigrid Nunez


W którymś momencie tej książki pojawia się narzekanie narratorki, że jej studenci kreatywnego pisania zwykle zaczynają lub kończą swoje teksty śmiercią albo pogrzebem. Nunez - zapewne z ironicznym uśmiechem - zastosowała oba te chwyty. 




"Przyjaciel" to zaskakująca historia, bo to opowieść o stracie, żałobie i niezwykłej przyjaźni z ogromnym dogiem arlekinem, którego obecność komplikuje życie narratorki i który jest "spadkiem" po przyjacielu, więc mimo wszystkich kłopotów musi z nią pozostać.
Tytuł odnosi jednak nie tylko do psa, także do przyjaciela, który popełnił samobójstwo, czego nie sposób zrozumieć. Równie trudno zrozumieć psa i jego żałobę, ale właśnie te próby zrozumienia decydują o głębi książki Sigrid Nunez. Oba wątki przenikają się, zresztą nie tylko te, cała powieść jest bowiem serią notatek z dziennika prowadzonego przez narratorkę. Pozwala to na swobodne zmiany tematów, powroty do nich, notowanie codziennych wydarzeń, retrospekcje i skojarzenia. Zapiski układają się jednak w spójną całość, praktycznie esej, którego pisanie to swego rodzaju katharsis, nie wolne zresztą od refleksji na temat tego, czy pisanie rzeczywiście może ukoić ból.

Takich literackich dywagacji, przetykanych trafnie dobranymi cytatami, jest zresztą więcej. Najważniejszy jest chyba toczący się tu spór pomiędzy fikcją a realizmem, może nawet gra między nimi na poziomie dyskusji i realizacji. Zmieniające się podejście do twórczości rozgrywa się na wielu poziomach i dotyczy wielu aspektów, nie tylko konfliktu fikcji i realizmu, także jako podejście do pisania. Jawi się chwilami jako konflikt pokoleń i obraz zmieniającego się świata.

"Przyjaciel" to opowieść o miłości. Pierwszej do przyjaciela, który odszedł, drugiej do psa, którego narratorka "uratowała, by on uratował ją". Pierwsza układa się w daleki od idealizacji portret literata, druga jest wolną od czułostkowości opowieścią o życiu z ogromnym psem. Chwilami wręcz humorystyczna historia jest w rzeczywistości poszukiwaniem porozumienia, czegoś co łączy człowieka i psa. Tą nicią łącząca oboje jest miłość i żałoba, z którą każde zmaga się na swój sposób, choć objawy mają podobne. To właśnie współczucie wobec cierpiącego zwierzęcia jest główną osią konstrukcyjną książki, wokół której grupują się pozostałe tematy. Współczucie i uczucia są istotą tej książki, tak samo jak są podstawą  sztuki. Jak zauważa narratorka: "dzień, w którym nie będziemy już czuć, to będzie potworny dzień dla każdego żyjącego stworzenia, później jeszcze szybciej pogrążymy się w przemocy i barbarzyństwie". A nic tak dobrze nie uczy empatii jak literatura.


Autor: Sigrid Nunez
Tytuł: Przyjaciel
Tłumaczenie: Dobromiła Jankowska
Wydawnictwo: Pauza
Data wydania: 12 czerwca 2019

"Życie przed sobą" Romain Gary

  Za "Życie przed sobą" Romain Gary otrzymał nagrodę Goncourtów. Po raz drugi otrzymał nagrodę, którą można otrzymać tylko raz ...